Humanum- kim jest człowiek?

Człowiek jest zdany na innych ludzi, kształtowany przez ludzką wspólnotę i dziejowy świat. Skazany jest na ograniczone doświadczenia i w tym sensie jest istotą skończoną. Swoją skończoność uświadamia sobie dopiero poprzez konfrontację z nieskończonością.

Tę perspektywę łatwiej zgłębić próbując zdefiniować człowieka nowoczesnego na tle człowieka starożytnego. Nasi przodkowie to istoty modlitwy i kontemplacji, zanurzone w humanizmie teocentrycznym, podczas gdy człowiekiem nowoczesnym rządzą struktury ekonomiczne. Według Alberta Schweitzera drugą naturą człowieka nowoczesnego stała się wręcz bezmyślności, przejawiająca się czuwaniem, aby mowa i myśli nie wychodziły poza ramy ogólników.

Można też przyjąć, że nowoczesność uważana jest za okres duchowej pełnoletności człowieka. Dopóki człowiek nie był pełnoletni, w swych rządach nad światem kierował się Bożym prawem. Teraz kiedy stał się pełnoletni, wszystkie prawa boskie przejął sam na siebie. Stając w obliczu pełnej emancypacji. człowiek współczesny doświadcza niespójności swego postępowania, pisze Zygmunt Bauman. Chcąc być wiernym jednemu modelowi życia, popada w konflikt z innymi modelami. Nie potrafi nabrać pewności, że uczynił to, co trzeba. Żaden wybór nie przynosi mu satysfakcji. Jest wiecznie z siebie niezadowolony.

Człowiek współczesny, choć jego władza nad światem wzrasta, czuje się zdezorientowany i coraz bardziej przygnębiony. Przy całej swojej wiedzy o materii jest on ignorantem wobec najważniejszych i najbardziej podstawowych problemów ludzkiej egzystencji – podkreśla Erich Fromm. 

Rzecz znamienna, że na wszystkich kontynentach w ludach i narodach wszelkich ras, człowiek dąży do utrzymania swego bytu. Pojmujemy to jako utrzymanie swojej osobowości nie tylko w znaczeniu trwania – i to trwania wiecznego – lecz także w sensie rozwoju oraz zabezpieczenia trwania, o czym mówi współczesna psychologia, medycyna i nauki pokrewne. Człowiek więc chce istnieć w nieskończoność!

Obok woli trwania jako takiego, człowiek chce trwać w prawdzie. Oczekuje od otoczenia aby było w prawdzie i sam czuje obowiązek trwania w prawdzie. Jest zażenowany, gdy musi symulować, udawać co innego, niż jest w rzeczywistości, ukrywać prawdę.

Człowiek pragnie również uchodzić za dobrego, być dobrym i czynić dobre uczynki, chociaż niekiedy pojęcie dobra bywa względne lub zniekształcone. Osłania swoje słabości, a poddany najrozmaitszym wadom i nałogom, krępuje się ich, odczuwając je jako coś niestosownego i niewłaściwego dla siebie.

Człowiek pragnie również być miłowanym. Mniej może pragnie miłować, niż być miłowanym i korzystać z miłości. Znamiennym jest, że człowiek przechodząc od miłości fizycznej, której niedostateczność łatwo stwierdza, szuka miłości wyższego rzędu – miłości duchowej, nawet nadprzyrodzonej.

Człowiek wreszcie pragnie sprawiedliwości. Granic tego pragnienia nie da się określić, bo narasta ono sukcesywnie w swoich treściach i stale czujemy, że to nie jest wszystko, że człowiek mógłbym bardziej uszczegółowić samo działanie sprawiedliwości, a zwłaszcza jej skuteczność.

Immanuel Kant postawił kiedyś słynne cztery pytania: Co mogę wiedzieć? Co mam czynić? W czym mam pokładać nadzieję? Kim jest człowiek?Na pierwsze z nich odpowiada wiedza techniczna. Jej celem jest dominacja nad przyrodą i społeczeństwem. Na pytanie drugie odpowiada etyka i wiedza metafizyczna. Jej celem jest określenie sfery prawd i wartości, do których człowiek powinien dążyć. Natomiast na pytanie trzecie odpowiada wiedza religijna. Jej zadaniem jest osiągnięcie zbawienia za pośrednictwem relacji z Bytem Najwyższym.

Trzecie pytanie Kanta zmieniło od połowy XX wieku wymiar. Człowiek utracił fundament ducha i kotwiczy swój byt w percepcji nauk empirycznych. Kim jest człowiek zatem?

W coraz większym stopniu obrazem człowieka, który z nim samym ma niewiele wspólnego. Staje się interpretacją, pewnym znakiem, bez głębi, czy transcendentalnego punktu odniesienia.

Człowiek w coraz większym zakresie pozbawia się też własnych pragnień, ślepo krocząc za potrzebami nauki, rynku pracy, czy potrzeby poklasku, wypierając wewnętrzne pragnienia i dopasowując swoje zachowanie do wymogów dnia bieżącego.

Trendy natomiast w erze konsumeryzmu są często zakładnikami kapitału lub dysponentów pracy. Dlatego też mamy okres uwodzenia znakami, nie mającymi jakiegokolwiek związku z rzeczywistością, które nie adresują w żaden sposób głębokche pragnień człowieka, czy też społeczeństwa.

Franz Rosenzweig nazwał autentyczność mianem sobości. Sobość jest samym, najbardziej własnym rdzeniem. Odróżnia ją od osobowości i jednostkowości. Osobowość to rola odgrywana przez człowieka, przyznana mu przez los. Rola obok innych ról, „głos w wielogłosowej symfonii człowieczeństwa”. Osobowość jest zawsze osobowością pośród innych, jest porównywalna. Sobość jest nieporównywalna. Nie jest podrzędnym przypadkiem szerszej całości. „Jest to Adam, sam człowiek”.

Według Georga Simmla nasza osobność jest warunkiem autentycznych relacji społecznych. Jednostka nie może wejść w żaden związek, nie pozostając jednocześnie poza nim. Jesteśmy bowiem niepowtarzalnymi indywidualnościami. I to właśnie pozostawanie poza społeczeństwem stanowi konieczny warunek społecznych relacji. Każdy element grupy jest nie tylko cząstką społeczeństwa, ale czymś jeszcze ponadto.

Doświadczenie własnej autentyczności, indywidualności i odrębności jest zatem warunkiem autentyczności relacji społecznych.

Bycie sobą jest także warunkiem wolności i twórczości. Wolność może być tylko autentyczna. Według Henri Bergsona wolność jest przyczyną własnych aktów, spontanicznością własnych inicjatyw. Czujemy, że jesteśmy przyczyną tego, co czynimy, czyli czujemy, że jesteśmy wolni. Wolność, choć nie może być dowiedziona, może być przeżywana i doświadczana intuicyjnie.

Kluczem do Bergsonowskiej koncepcji wolności jest rozróżnienie „ja powierzchniowego” i „ja głębokiego”. Ja powierzchniowe ma charakter zewnętrzny, jest „ja” bezosobowym i społecznym. „Ja głębokie” jest 3 osobowe, jednostkowe, wewnętrzne, niepowtarzalne i niepodzielne.

Autentyczność związana jest wreszcie z indywidualną drogą samorealizacji. Pisał Martin Buber: „Każda przychodząca na świat osoba przynosi ze sobą coś nowego, co nigdy przedtem nie istniało, coś oryginalnego i niepowtarzalnego. Każdy człowiek jest nowym zjawiskiem w świecie i został powołany, by wypełnić swą jednorazowość na ziemi.

Najważniejszym celem każdego człowieka jest urzeczywistnienie swych unikalnych możliwości, tych, których nigdy przedtem nie było i nigdy potem nie będzie, nie zaś powtarzanie czegoś, co ktoś inny, choćby nawet największy, kiedyś już zrobił.

Nie ma innej drogi. Trzeba postawić na autentyczność. Starać się demaskować wypaczający społeczeństwo model manipulacyjnych interpretacji obrazu, całkowicie nierzeczywistych przekazów, nieautentycznych postaw.

Zostaliśmy stworzeni jako istoty społeczne, więc nie możemy istnieć jeśli ktoś nie posiada władzy zwierzchniej i nie nakłania skutecznie jednostek, do działania na rzecz wspólnego celu. Można więc przyjąć, że ustalony ład w świecie i społeczne usposobienie osoby ludzkiej skłaniają ludzi do współdziałania, do kierowania i podporządkowania się kierownictwu.

Jednak władza również podlega władzy. Zatem władza sprawowana nie jest najwyższą mocą i najwyższą siłą. Jest jedynie uprawnieniem do kierowania zgodnie z prawym rozumem, z dużym zobowiązaniem w stosunku do zasad moralności.

Krocząc po ścieżce człowieczeństwa musimy wspólnie budować – krok po kroku – refleksyjność społeczną pozwalającą na dokonywanie niezmąconych wyborów. Będąc autentycznym możemy wchodzić w autentyczne relacje, tworzyć autentyczne więzi społeczne i być autentycznie wolnymi.

Warto więc wrócić do źródeł uczciwości w relacjach społecznych, wynikającej z głębokiej idei sensu człowieczeństwa opartego na dobru wspólnym, miłości, czy służeniu innym ludziom. W takich postawach ukryty jest człowiek!